są takie miejsca, do których czasami warto wrócić. z różnych powodów.
wracanie tam to powrót do paradoksu. do czegoś dawniej nam znanego, ale już obcego.
znane miejsce znany człowiek
obce miejsce obcy człowiek.
chwila, miesiąc, rok, pół życia... czas jest tutaj bez znaczenia, bo wspomnienia tam zostawione i przywołane spowrotem jak widma są zawsze t e same. nie zawsze t a k i e same. a właściwie to r ó ż n o r o d n e. takich miejsc jest mnóstwo. takich miejsc każdy człowiek ma tyle, ile zechciał zapamiętać jako istotne.
-co to za ruiny? zapytasz człowieku
-gruzowisko wspomnień - odpowiem Ci ja.
tu się bawiłam i świat był piękny

tu ludzie mieli życie i chleb był świeży
tu kiedyś bawiła się inna dziewczynka
tu ludzie chodzą i żyją
dzielnica Wrocławia zapomniania przez ludzi. pamiętana przez ludzi, nielogiczność oczywista. paradoks do potęgi. otóż ja znam to miejsce. ja pamiętam to miejsce, choć nie uznałabym go jako "chęci zapamiętania go jako istotne". a wręcz przeciwnie. ulica Czajkowskiego, do końca życia naznaczona ujemnym odcieniem szarego, chociaż nie zawsze taka była. dla mnie kiedyś była kolorowa, dla innych kiedyś była nawet i połową życia. all in all, spacer po tej ulicy przywołał t e n właśnie moment, a może i nawet mieszankę wybuchową, która chyba stety nie zrujnowała ruin doszczętnie. smak dzieciństwa.




0 komentarze:
Prześlij komentarz