już jakiś czas temu zagłębiłam się w mury starej biblioteki, która gmachem przypomina enigmatyczną szafę na książki. nawet tamtejsi ludzie są tak tajemniczy i dziwacznie starzy jak regały i książki. zawsze w tym samym miejscu, w kolorach szarozakurzonych, o zapachu stęchłego, zbutwiałego drzewa. wyprawa tam, to prawdziwa empiria. gargantuiczne jest zderzenie z ogromem liter, grzbietów, okładek, tekstu, aż w końcu myśli. jak znaleźć przedmiot całej tej sprawy?
nie mam na to jednoznacznej odpowiedzi.
wypożyczaszczytasz
oddajesz
i albo masz albo nie masz.
ja mam. kilka myśli, wierszy, gier, (właściwie nazwa dowolna) pana o nazwisku Świetlicki. nie znam genezy, nie znam Pana również. znam twórczość i odnoszę ją do swoich doświadczeń. ważne, że trafia i daje inspirację.

właśnie tak. moment wspaniały i oddech z braku tchu.
tom o nazwie dość treściwej "Marcin Świetlicki Wiersze" wydawnictwo EMG.
535 oddechów mniej lub bardziej głębokich.




0 komentarze:
Prześlij komentarz